Od gruźlicy do pandemii COVID-19

Jeszcze niespełna sto lat temu śmierć była znacznie bardziej obecna w codziennym życiu Polaków. Ludzie żyli krócej, bardzo wysoka była śmiertelność dzieci, a choroby, które dzisiaj potrafimy skutecznie leczyć, stanowiły realne zagrożenie życia. Do przygotowania tego artykułu zainspirował nas bardzo ciekawy materiał Kamila Janickiego z kanału Wielka Historia, poświęcony najczęstszym przyczynom śmierci w przedwojennej Polsce. Kanał zdecydowanie polecamy wszystkim, którzy interesują się historią nie tylko przez pryzmat wielkich wydarzeń, ale również codziennego życia naszych przodków.

Film zamieszczamy poniżej i zachęcamy do obejrzenia go w całości.

My postanowiliśmy pójść o krok dalej i spojrzeć na temat z naszej trochę innej perspektywy.

Jak właściwie zmieniło się umieranie w Polsce w ciągu ostatnich stu lat?

Co sprawiło, że żyjemy dzisiaj o całe dekady dłużej? Dlaczego dawniej gruźlica czy zapalenie płuc zabijały tysiące ludzi? I dlaczego pandemia COVID-19 była dla naszego pokolenia tak szczególnym doświadczeniem? Jako zakład pogrzebowy działający w Myszkowie od 1991 roku mogliśmy obserwować część tych zmian również z perspektywy naszej codziennej pracy.

1931 i dzisiaj – różnica całego pokolenia

Jedną z liczb, która najlepiej pokazuje skalę przemian, jest przeciętne trwanie życia. Według historycznych tablic wymieralności dla Polski w latach 1931-1932 przeciętne trwanie życia noworodka wynosiło 48,2 roku dla mężczyzny i 51,4 roku dla kobiety. Dzisiaj brzmi to wręcz niewiarygodnie. W 2024 roku przeciętne trwanie życia wynosiło już 74,93 roku dla mężczyzn oraz 82,26 roku dla kobiet. Oznacza to wzrost o około:

  • 27 lat w przypadku mężczyzn,
  • 31 lat w przypadku kobiet.

W ciągu niespełna wieku człowiek otrzymał więc statystycznie niemal całe dodatkowe pokolenie życia.

Infografika: przeciętne trwanie życia w Polsce w latach 1931/32 i 2024 – porównanie dla mężczyzn i kobiet

Polska 1931/32 vs 2024

  • Mężczyźni: 48,2 → 74,9 lat
  • Kobiety: 51,4 → 82,3 lat

Czy naprawdę ludzie umierali wtedy po pięćdziesiątce?

Nie do końca. Średnia długość życia nie oznacza, że większość osób obchodziła pięćdziesiąte urodziny i wkrótce umierała. Ogromny wpływ na statystyki miała śmiertelność niemowląt i małych dzieci. W historycznej tablicy z lat 1931-1932 prawdopodobieństwo śmierci w pierwszym roku życia wynosiło ponad 15% dla ogółu populacji. Innymi słowy, mniej więcej jedno na sześć-siedem dzieci nie dożywało pierwszych urodzin. Człowiek, który przeżył dzieciństwo, miał oczywiście znacznie większą szansę dożyć wieku 60 czy 70 lat. Mimo wszystko różnica pomiędzy tamtym światem a współczesnością pozostaje ogromna. Dzisiaj śmierć dziecka jest wydarzeniem stosunkowo rzadkim i wyjątkowo tragicznym. Dla wielu rodzin żyjących sto lat temu była doświadczeniem występującym niestety znacznie częściej.

Infografika: śmiertelność niemowląt w Polsce w latach 1931-1932

Największa zmiana? Śmierć została przesunięta w czasie

Być może właśnie w ten sposób najlepiej można opisać sukces współczesnej medycyny.

Nie pokonaliśmy śmierci. Udało nam się jednak w ogromnym stopniu przesunąć ją na późniejsze lata życia.

Nasi pradziadkowie umierali między innymi z powodu:

  • gruźlicy,
  • zapalenia płuc,
  • chorób zakaźnych,
  • powikłań po infekcjach,
  • chorób wieku dziecięcego,
  • komplikacji związanych z porodem,
  • chorób, których nie potrafiono jeszcze prawidłowo zdiagnozować.

Współczesny człowiek znacznie częściej dożywa wieku, w którym największym zagrożeniem stają się choroby układu krążenia, nowotwory oraz inne choroby związane ze starzeniem się organizmu. I tutaj pojawia się pewien paradoks.

Więcej nowotworów może być również skutkiem tego, że żyjemy dłużej

Kiedy patrzymy na historyczne statystyki, można odnieść wrażenie, że przed wojną nowotwory były znacznie mniejszym problemem. Nie oznacza to jednak, że nasi przodkowie byli na nie odporni. Po pierwsze, wielu ludzi nie dożywało wieku, w którym ryzyko zachorowania na część nowotworów znacząco wzrasta. Po drugie, możliwości diagnostyczne były nieporównywalne z dzisiejszymi. Nie było tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego czy współczesnej diagnostyki laboratoryjnej. Część chorób pozostawała więc nierozpoznana. To, że obecnie tak często mówimy o chorobach nowotworowych i chorobach wieku podeszłego, jest zatem również konsekwencją tego, że znacznie więcej ludzi ma możliwość dożyć starości.

Medycyna sprawiła, że zaczęliśmy traktować długie życie jako coś normalnego

Szczepienia, antybiotyki, poprawa higieny, rozwój chirurgii, diagnostyki, ratownictwa medycznego i kardiologii sprawiły, że w ciągu kilku pokoleń nasze oczekiwania całkowicie się zmieniły. Dzisiaj człowiek umierający w wieku 50 lat jest postrzegany jako osoba, która odeszła zdecydowanie zbyt wcześnie. Sto lat temu samo osiągnięcie tego wieku miało zupełnie inne znaczenie demograficzne. Przyzwyczailiśmy się również do tego, że większość chorób zakaźnych można opanować. I właśnie dlatego rok 2020 był takim szokiem.

Pandemia COVID-19 – kiedy śmierć ponownie stała się częścią codziennych wiadomości

W marcu 2020 roku świat, do którego przywykliśmy, nagle się zmienił. Każdego dnia pojawiały się informacje o liczbie zakażeń, hospitalizacji i zgonów. Dla większości współczesnych Europejczyków było to pierwsze doświadczenie sytuacji, w której choroba zakaźna zaczęła ponownie wpływać na życie całego społeczeństwa. Zamykano szkoły i zakłady pracy. Ograniczano kontakty między ludźmi. Szpitale funkcjonowały w wyjątkowych warunkach. Zmieniły się także pogrzeby.

Z perspektywy zakładu pogrzebowego wyglądało to jeszcze inaczej

Dom Pogrzebowy Lilia działa w Myszkowie od 1991 roku. Przez ponad trzy dekady działalności obserwowaliśmy wiele zmian w branży pogrzebowej, jednak czas pandemii był okresem wyjątkowym. W przypadku zakładów pogrzebowych nie dało się po prostu zamknąć firmy i przeczekać sytuacji. Rodziny nadal traciły swoich bliskich. Zmarłych należało odebrać, przygotować do pochówku, przeprowadzić wszystkie formalności i zorganizować uroczystość. A jednocześnie niemal wszystko odbywało się w nowych warunkach. Ograniczenia dotyczące liczby uczestników uroczystości, środki ochronne, obawy rodzin przed zakażeniem i zmieniające się zasady sprawiały, że również sposób organizowania pożegnań wyglądał inaczej niż wcześniej.

Z naszej perspektywy pandemia była momentem, kiedy statystyki widoczne każdego dnia w telewizji przestawały być jedynie liczbami. Za każdą z nich stała konkretna osoba i konkretna rodzina.

2020 rok – prawie 68 tysięcy zgonów więcej

Skala zmian jest dobrze widoczna w danych Głównego Urzędu Statystycznego. W 2020 roku w Polsce zmarło 477 335 osób. Było to prawie 68 tysięcy zgonów więcej niż rok wcześniej. Współczynnik zgonów osiągnął najwyższą wartość od 1951 roku. Szczególnie dramatyczny był 45. tydzień 2020 roku – od 2 do 8 listopada. W ciągu zaledwie siedmiu dni odnotowano w Polsce ponad 16 tysięcy zgonów. Dla porównania w 2019 roku średnio umierało niespełna 8 tysięcy osób tygodniowo. W najbardziej dramatycznym okresie pandemii liczba zgonów była więc niemal dwukrotnie wyższa od wcześniejszej tygodniowej średniej.

Infografika: liczba zgonów w Polsce w 2019 i 2020 roku według danych GUS

Zgony w Polsce

  • 2019 – ok. 409 tys.
  • 2020 – 477 335
  • wzrost – prawie 68 tys.

Pandemia skróciła nam życie – dosłownie

Jeszcze lepiej wpływ pandemii pokazują dane dotyczące przeciętnego trwania życia. W 2019 roku, bezpośrednio przed pandemią, wynosiło ono:

74,07 roku dla mężczyzn i 81,75 roku dla kobiet.

W 2021 roku wartości spadły do:

71,75 roku dla mężczyzn i 79,68 roku dla kobiet.

Był to gwałtowny spadek, który GUS bezpośrednio wiąże ze wzrostem liczby zgonów podczas pandemii COVID-19. Później trend ponownie się odwrócił. W 2024 roku było to już 74,93 roku dla mężczyzn oraz 82,26 roku dla kobiet, czyli więcej niż przed pandemią.

Przeciętne trwanie życia w Polsce

Infografika: przeciętne trwanie życia w Polsce w 2019, 2021 i 2024 roku

Te dane właściwie opowiadają całą historię. Najpierw ogromny postęp cywilizacyjny. Później nagłe pandemiczne załamanie. I wreszcie powrót do trendu wydłużania życia.

1931, 2021 i dzisiaj – trzy różne światy

Spróbujmy zestawić ze sobą trzy momenty.

Polska przedwojenna

Choroba zakaźna mogła być dla młodego człowieka wyrokiem. Gruźlica, zapalenie płuc czy inne infekcje odpowiadały za ogromną liczbę przedwczesnych zgonów. Śmierć dzieci była znacznie częstszym doświadczeniem. Diagnostyka dopiero się rozwijała.

Polska podczas pandemii

Po kilkudziesięciu latach względnego poczucia bezpieczeństwa ponownie pojawiła się choroba zakaźna, która w krótkim czasie zaczęła wpływać na statystyki śmiertelności całego kraju. Pojawił się lęk przed kontaktem z innymi ludźmi, izolacja oraz ograniczenia, które dotknęły również ceremonie pogrzebowe.

Polska współczesna

Ponownie większość z nas może oczekiwać życia trwającego kilkadziesiąt lat. Coraz częściej problemem nie jest już wyłącznie „jak długo żyć?”, lecz „jak długo żyć w zdrowiu?”. Według GUS w 2024 roku oczekiwane trwanie życia w zdrowiu wynosiło około 61,6 roku dla mężczyzn i 65,3 roku dla kobiet. To kolejne wyzwanie współczesnej medycyny.

Zmieniła się także sama śmierć

Jako firma pogrzebowa widzimy jeszcze jedną ogromną różnicę.

Śmierć została w znacznym stopniu odsunięta z codziennego życia.

Dawniej człowiek znacznie częściej umierał w swoim domu i w otoczeniu rodziny. Bliscy uczestniczyli w przygotowaniu zmarłego, a śmierć była bardziej widoczną częścią życia lokalnej społeczności. Dzisiaj znaczna część zgonów następuje w szpitalach, hospicjach czy innych placówkach medycznych. Później opiekę nad osobą zmarłą przejmują wyspecjalizowane podmioty – zakłady pogrzebowe. Dla wielu osób pierwsze naprawdę bezpośrednie zetknięcie ze śmiercią następuje dopiero wtedy, gdy odchodzi ktoś bardzo bliski.

COVID pokazał także, jak ważne jest pożegnanie

Pandemia uświadomiła nam jeszcze jedną rzecz. Pogrzeb nie jest wyłącznie czynnością organizacyjną.

Jest częścią procesu pożegnania i przeżywania żałoby.

Kiedy możliwość spotkania się rodziny, uczestnictwa w ceremonii czy normalnego pożegnania została ograniczona, bardzo wyraźnie zobaczyliśmy, jak istotną rolę te elementy odgrywają. Technologia mogła częściowo pomagać. Pojawiły się transmisje ceremonii czy możliwość uczestniczenia w pożegnaniu na odległość. Nie mogła jednak całkowicie zastąpić obecności. To doświadczenie pozostawiło po sobie również pewne zmiany w branży pogrzebowej. Rozwiązania, które podczas pandemii były koniecznością, dziś w niektórych sytuacjach pomagają rodzinom mieszkającym za granicą czy osobom, które z różnych powodów nie mogą osobiście uczestniczyć w uroczystości.

Sto lat zmieniło niemal wszystko. Jednego jednak nie zmieniło

Od czasów naszych pradziadków medycyna dokonała ogromnego postępu. Żyjemy dłużej. Znacznie mniej dzieci umiera. Potrafimy zapobiegać wielu chorobom zakaźnym. Dysponujemy antybiotykami, intensywną terapią, nowoczesną chirurgią i diagnostyką, o której lekarze sprzed stu lat nie mogli nawet marzyć. Pandemia COVID-19 pokazała jednak, że nasze poczucie bezpieczeństwa nie jest dane raz na zawsze. Pokazała również coś jeszcze.

Niezależnie od tego, czy człowiek odchodził w 1931, 2021 czy 2026 roku, dla swoich bliskich nigdy nie był częścią statystyki.

Był rodzicem, dzieckiem, współmałżonkiem, dziadkiem, przyjacielem. Był konkretnym człowiekiem i konkretną historią. I być może właśnie to jest rzecz, która mimo całego postępu medycyny przez ostatnie sto lat nie zmieniła się ani trochę.


Dom Pogrzebowy Lilia działa w Myszkowie od 1991 roku. Jesteśmy dostępni całodobowo – tel. 518 518 208. Zobacz również: co zrobić w razie śmierci bliskiej osoby.